LOTD: futro okiełznane

3 komentarze
Futro zawsze było dla mnie trudnym modowo tematem. Odkąd pamiętam się go bałam, nie umiałam go okiełznać i nie wiedziałam jak je nosić. W czasach studenckich podziwiałam moją kumpelę, która pomykała w sztucznym granatowym futerku i świetnie się w nim czuła. Ja sama nie miałam tyle odwagi i zawsze wybierałam bardziej bezpieczne i zachowawcze odzienia wierzchnie... Futerka podobały mi się na innych dziewczynach, ale sama z dwojga złego wolałam kożuchy ;) Do tej pory futro kojarzy mi się z moją Babunią, która w swojej szafie ma kilka prawdziwych, nie-sztucznych egzemplarzy, i które bardzo do niej pasują. Wygląda w nich niesamowicie elegancko i szykownie, a jednocześnie uroczo staroświecko. Teraz, po trzydziestce, nadszedł czas, by zmierzyć się z futrzanym demonem ;) Niedawno przełamałam swoje obawy i kupiłam na wyprzedaży jasne, kremowe sztuczne futerko. I jak to mówią, okazało się, że nie taki diabeł straszny ;) Oczywiście, ciągle uczę się je nosić, ale sięgam po nie z coraz mniejszą nieśmiałością. Na zdjęciach zobaczycie futro w casualowym zestawie ze skórzanymi leginsami i wysokimi botkami na platformie. Kolory są jak najbardziej moje - kremowy, brudny róż, burgund i brodo, wpadające w jaskrawy amarant. I jak się Wam podoba ten zestaw? Bo ja się w nim czułam nadspodziewanie dobrze :)

Książka! Akcja! Yenn podejmuje wyzwanie 52 książki w 52 tygodnie :)

5 komentarze
Moja aktywność czytelnicza w ostatnich czasach dramatycznie spadła. Ponieważ lektura wnosiła bardzo wiele pozytywnych przeżyć do mojego życia, wzbogacała je i poszerzała moje horyzonty myślowe, a przy tym była doskonałym relaksem i oderwaniem od rzeczywistości, postanowiłam wrócić do nawyku czytania. Ponieważ lepiej działam z planem, rozpisanym i rozrysowanym (niespodzianka w dalszej części postu), mając przed oczyma konkretny cel, nie poszłam w swoim czytaniu na żywioł, tylko podjęłam się wyzwania przeczytania 52 książek w 52 tygodnie. Ambitnie?

Aktywne serum odmładzające Bielenda, Skin Clinic Professional. Poprawne i tyle.

7 komentarze
Nie jestem nastolatką, ale nie zaliczam się też do kategorii „stara” ani „dojrzała”. W duszy, sercu i umyśle przekroczyłam 20tkę i dopiero skończyłam studia, chociaż metryka wskazuje na coś innego ;) Jednak biologia jest nieubłagana i ciało powoli poddaje się nieuchronnemu upływowi czasu. Codziennie w lustrze widzę twarz, na której gdzieniegdzie próbują rozgościć się zmarszczki. I chociaż są one świadectwem mojej życiowej historii, przeżyć, radości i smutków, to jednak hola hola moje Panie!, nie zapraszałam was z wizytą ;) Dlatego postanowiłam zaprzyjaźnić się z odwiecznym wrogiem zmarszczek – panem Retinolem ;) Ponieważ jednak do nowych znajomości podchodzę z pewną dozą nieufności zaczęłam od jego łagodnej wersji zawartej w aktywnym serum odmładzającym anti-age dla cery dojrzałej z linii Super Power Mezo Serum firmy Bielenda. Bielenda obiecuje skórę młodszą o 10 lat, w przypadku gdy będziemy stosować serum łacznie z kremem z linii Skin Clinic Professional. Zmarszczki mają być zredukowane o 87%, zaś skóra ma wyglądać młodziej o 89% od poziomu wyjściowego. Wszystko to za sprawą retinolu w stężeniu 5%, witaminy E i liposomów Q10. Wiek biologiczny skóry cofnięty o 10 lat, wyraźnie zrewitalizowana, ładnie napięta, gładsza, jędrniejsza, pełna blasku i aksamitna w dotyku skóra, do tego bez przebarwień, zmarszczek i szarości cera – czyż to nie brzmi jak bajka, jak spełnienie marzeń??? Hmm… A jak wygląda rzeczywistość??? 

ManiMonday: idealna czerwień na randkę czyli 703 Rock'n'Roll by Rimmel

9 komentarze
Czerwony nie bez powodu nazywany jest kolorem miłości. Kolor krwi, symbolizuje gorące uczucie i namiętność, uwodzi i wodzi na pokuszenie. Zaczerwienione usta, policzki i dekolt są niezawodnym sygnałem przeżywanych emocji, nad którymi nie jesteśmy w stanie zapanować. Czerwień jest niesamowicie erotyczna i atrakcyjna, przyciąga uwagę, ale nie każda kobieta dobrze się czuje w tak intensywnej barwie i jest na tyle odważna, by ją nosić. Wiele z nich uważa, że czerwień im nie pasuje albo że jest zbyt wyzywająca. Dlatego oswajanie czerwieni najlepiej zacząć wg mnie od lakieru do paznokci... ;)
  

LOTD: snow & salsa!

6 komentarze
Wczoraj trochę zaszaleliśmy ;) Wybraliśmy się na imprezę salsowo-burgerową ;) Taka impreza ma same zalety - można najeść się burgerem, a potem spalić go na parkiecie ;) Do tego spotkaliśmy dawno nie widzianych znajomych :) Pogadaliśmy, pojedliśmy, potańczyliśmy. Po takiej zabawie nawet powrót przez śnieżycę nie był straszny ;) Chociaż jak widać na instagramie śnieg zamienił mnie w małego krągłego bałwanka :D Powiem szczerze, że nie chciało mi się wychodzić z domu. Gdy jest tak zimno na dworze wolę zostać w ciepłym domu, pobyczyć się z ciekawą książką lub filmem. Ale zadowolona jestem, że jednak nie dałam się pokonać lenistwu ;) Ominęłaby mnie fajna impreza! Muszę częściej się przełamywać i odchodzić od wygodnych wymówek, przez które czasami czas i życie przelatuje mi przez palce ;) Rytuały są dobre, ale również niebezpieczne - mogą nas rozleniwić i sprawić, że zgnuśniejemy ;) Wracając do wczorajszego wyjścia, oczywiście, nie byłam ubrana jak na zdjęciach poniżej ;) Stalowa sukienka jest jedną z niewielu ubrań w mojej safie z Quiosque, jakoś kioskowe ciuszki na mnie nie leżą ;) Niestety nie mam eleganckiego okrycia wierzchniego o długości do kolan (w mojej dłuższej kurtce zepsuł się zamek, a na parkę było za zimno i nie pasowała mi do reszty stroju), zdecydowałam się więc na krótki szary płaszczyk. Wg wszelkich zasad i prawideł spódnica nie powinna wystawać spod kurtki, ale trudno, skoro już musiałam tą zasadę złamać, to niech chociaż wszystko gra kolorystycznie. A że sukienka ma wzór rówież na dole, to "krótkość" kurteczki pozwoliła mi go pokazać ;) No i ta szara klasyczna princeska w maziaje bardziej nadaje się na niedzielny obiad, niż na szalone tańce w rytmie salsy ;) Chyba zgadzacie się ze mną? ;)
  


Blogging tips